1. Sztuczna inteligencja i „ulepszacze” z AI

Przyszłość AI: wygenerowany koleś śmieje się z wygenerowanych memów.

Jeśli słowo „AI” wywołuje u ciebie nerwowy tik, witaj w roku 2025, gdzie naklejka „AI Powered” przekracza szum blockchainu, wirtualnej rzeczywistości, metawersum i innych baniek. Producenci smartfonów umieszczają AI wszędzie, od kamer do budzika, który niby „wie, kiedy się wyspałeś”. Na papierze — wow, Jarvis w kieszeni! W rzeczywistości AI jest rzeczywiście użyteczna do fotografowania i przetwarzania treści, tłumaczenia i pisania tekstów, a większość nowości to czysty marketing. Na przykład Apple nadal nie wprowadziło połowy obiecanych funkcji Apple Intelligence (mimo że minęło ponad rok), a część z już uruchomionych działa nieporadnie. Zaktualizowaną inteligentną Siri znowu przesunięto. Tym razem na rok 2026, a potem zobaczymy. Pamiętacie „rewolucyjny” Rabbit R1, którym osobiście podniecał się CEO Microsoftu Satya Nadella: niby AI tutaj jest, co trzeba, koniec dla zwykłych smartfonów. Pamiętacie taki? No właśnie, nikt nie pamięta, a prezentowali go całkiem niedawno — w 2024 roku.

2. Składana konstrukcja

Apple i innych dużych producentów latami krytykowano za brak innowacji, że każdy nowy smartfon wygląda dokładnie tak jak poprzedni, żadnego efektu wow, żadnego święta. „No cóż, prosiliście? Macie”, ― odpowiedziały duże marki i zaczęły promować koncepcję składanego smartfona. Efekt wow rzeczywiście powrócił, jakby nie było, a ekran zginający się na pół i wciąż działający budzi respekt. Ale nie obyło się bez łyżki dziegciu ― składaki typu Samsung Galaxy Fold są dość drogie nawet w porównaniu do flagowców, ekrany po pewnym czasie mogą stwarzać problemy, a wnętrzności nie zawsze są równie wydajne jak w flagowcach tego samego pokolenia. No i najważniejsze, że producenci tak i nie potrafili na serio odpowiedzieć na pytanie ― po co? Po co zginać smartfon i dlaczego to wygodniejsze od klasycznego formatu?

3. Supermocne procesory

A kiedyś w Apple śmiali się z prezentacji procesorów w stylu „wyżej, szybciej, silniejszy”.

Apple A19 Pro jest najsilniejszym procesorem ARM w smartfonie i osiąga wydajność na poziomie MacBooka Pro — mniej więcej coś takiego mówiono na niedawnej prezentacji iPhone 17. Na papierze super, tak, ale w praktyce jaki z tego pożytek? Gry? Tak mimo wszelkich starań Apple do gier na iOS kot napłakał. Montować wideo? Można, oczywiście, ale lepiej zainwestować pieniądze z iPhone'a w pełnosprawny PC. Pisać muzykę? Tak nawet całkiem stare iPhone'y radziły sobie z sekwencerem i kilkoma ciężkimi syntezatorami. I wszędzie tak samo. Moc procesorów nawet w niedrogich smartfonach na Androidzie już dawno przekroczyła potrzebne minimum, sprzęt w nawet najtańszym „babciotelefonie” w zupełności wystarcza, aby bez lagów radzić sobie z wieloma zakładkami w przeglądarce, oglądać wideo w 1080p, pracować z pocztą, dokumentami itd. W końcu można odnieść wrażenie, że ta fikcyjna „wyścig zbrojeń” interesuje jedynie samych producentów, aby mieli co pokazać na prezentacji.

4. Potrójne i poczwórne kamery

Pamiętacie czasy, gdy w telefonie była jedna kamera i wszystkim to wystarczało? No cóż, światła przyszłość nadeszła i teraz flagowy smartfon bez „profesjonalnego systemu z trzech-czterech kamer” to faux pas. Producenci doklejają obiektywy jak naklejki, choć w 99% skutecznie działają zazwyczaj dwa: główny i ultraszerokokątny. „Makro-kamera 2 MP do zdjęć zbliska!” brzmi fajnie na papierze, póki nie spróbujesz sfotografować czegoś z bliska i nie otrzymasz zamglonej plamy zamiast wyraźnego zdjęcia. „Czujnik głębi do trybu portretowego!” również brzmi interesująco, ale na końcu główna kamera z AI robi portrety co najmniej równie dobrze. A teleobiektyw z zoomem 2-3x często ustępuje cyfrowemu powiększeniu głównej kamery z wysoką rozdzielczością.

5. Rozdzielczość kamery 100+ MP

Nic nie widać, potrzeba więcej megapikseli!

„200 megapikseli rewolucyjnej szczegółowości!” — krzyczą marketerzy, pokazując zdjęcia, na których rzekomo widać pory na skórze modelki z odległości kilometra. Na prezentacjach wygląda to imponująco, w rzeczywistości — jak zwykłe naciąganie na pieniądze. Rzecz w tym, że fizyczny rozmiar sensora w smartfonie jest ograniczony, a gdy na małą matrycę wciska się 200 milionów pikseli, każdy z nich staje się mikroskopijny. Wynik jest przewidywalny: przy dobrym oświetleniu zdjęcie rzeczywiście jest szczegółowe, ale gdy światło staje się gorsze — powstaje cyfrowa papka z szumem. Przy tym pliki o rozdzielczości 100+ MP pochłaniają pamięć i wymagają mocnego procesora do przetwarzania, a sieci społecznościowe potem i tak wszystko kompresują.

6. Nagrywanie wideo w 8K

Wideo 8K w smartfonach to jak wczorajsza sałatka: na wystawie wygląda pięknie, niby zdrowe, ale nikt nie kupuje. Galaxy S25 Ultra, iPhone 17 i Vivo X200 Pro krzyczą: „Kręć 33-megapikselowe kadry, bądź jak Spielberg!” Tylko że różnica z 4K jest widoczna tylko, gdy się zaczniesz przyglądać do księżyca, a minusy to czysty cyrk: minuta nagrania połyka do 600 MB pamięci, telefon się nagrzewa, a bateria spada dwa razy szybciej. I potem, gdzie to wszystko oglądać? 8K wspierane jest przez kilkadziesiąt dość drogich telewizorów.

7. Wyświetlacze 2K/3K

Full HD w smartfonach zadomowiło się już z dziesięć lat temu i większości w zupełności wystarcza. Ale producenci postanowili, że postęp nie powinien stawać w miejscu i zaczęli pakować do flagowców ekrany 2K, a nawet 3K. Na prezentacji brzmi to efektownie: jasne liczby, miliony pikseli. A w rzeczywistości na małym 6,5-calowym ekranie różnicę zobaczą zaledwie Legolas lub Sokole Oko. Przy tym bateria szybciej się wyczerpuje, procesor graficzny pracuje pod obciążeniem, a wielu użytkowników w ustawieniach wraca do 1080p. I, niby, była w tym prosta i jasna logika w czasach wszelakich kasków AR/VR, do których mocowało się smartfon ― tylko gdzie one teraz są?

8. Bardzo wysoka częstotliwość odświeżania ekranu

Tutaj wszystko nie jest tak jednoznaczne. Przejście z 60 Hz na 90 lub 120 Hz jest rzeczywiście przyjemne dla oka. Przewijanie jest bardziej przyjemne, a treść wygląda płynniej. Jednakże, nie można tak po prostu zatrzymać się, dlatego w wielu flagowcach, a nawet smartfonach średniej klasy ekrany zaczęły być rozprzężane aż do 144, a nawet 165 Hz, w efekcie goszcząc i przewyższając wiele budżetowych monitorów gamingowych. Dla filmu reklamowego wygląda imponująco, w rzeczywistości to wątpliwa innowacja, która dla 99% użytkowników jest zupełnie niewidoczna, a jedynie szybsze zużycie baterii. Poza, może, smartfonami do gier, gdzie takie rzeczy rzeczywiście działają i są doceniane.

9. Modemy 5G

W codziennych scenariuszach różnica między 5G a dobrej jakości 4G jest praktycznie niezauważalna, a plan taryfowy jest droższy.

Tutaj w autora mogą polecieć zgniłe pomidory wraz z jajkami, jednak powstrzymajcie się z tym chwilę. Ludzie w czapeczkach z folii, wy również się nie śpieszcie z klaskaniem, to raczej o racjonalność wydatków, a nie mityczne napromieniowanie. Tak więc, obecność modemu 5G w smartfonie może zwiększyć jego koszt o 50-100 dolarów, a rzeczywista korzyść będzie mocno zależała od regionu. Na przykład, w dużych miastach w Korei Południowej w 2024 roku przekroczono barierę 1GB/s. Super? Super. Ale do czego dokładnie potrzebna jest taka prędkość, poza jakimiś specyficznymi branżami jak IoT, automatyzacja przemysłowa czy rolnictwo? W codziennych scenariuszach (dzwonienie, oglądanie wideo, przeglądanie internetu itp.) różnica z dobrej jakości 4G jest zupełnie niezauważalna, a plan taryfowy wychodzi droższy.

10. „Ulepszenie portu audio”: trend czy konieczność?

Możesz kochać słuchawki TWS i nienawidzić przewodów, wszystko jest w porządku, wszyscy ludzie są inni, każdy ma inne gusta. Ale nie można nie zauważyć cynizmu, z jakim Apple rozpoczęło dość wątpliwy trend rezygnacji z gniazda słuchawkowego. Motywowali to tym, że w iPhone nie ma miejsca i w ogóle to dla waszego dobra. A oto bezprzewodowe AirPods za krocie ze dźwiękiem niewiele lepszym niż tanie chińskie wkładki. To chyba jedyny przypadek, jaki pamiętam, gdy firma sprzedaje słuchawki na sztuki, a jedna połówka często kosztuje więcej niż niezłe pełnowymiarowe słuchawki z klasycznym kablem 3,5 mm od jakiejś JBL, Sony czy HiFiMan (na przykład HiFiMan HE-400 SE). Ostatecznie Apple na samych słuchawkach teraz co roku zarabia dziesiątki miliardów dolarów, a eksperci z iFixIt, kiedy rozbierają kolejny iPhone, często zauważają, że dla portu miejsca i tak się znajdzie ― jakby było na to pragnienie. Nawiasem mówiąc, podobny trik Apple próbowało zrobić na MacBook Pro, usuwając czytnik kart, ale po fali krytyki ustąpiło i przywróciło go.

11. Podsumowanie

Smartfony stały się prawdziwymi witrynami technologii. Ale nie każda „rewolucja” jest naprawdę potrzebna użytkownikowi. Czasem warto zapytać samego siebie: czy płacimy za wygodę czy za marketing w pięknej oprawie?